poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Seksowny romantyk z chamstwem w oczach i perfekcyjną gadką #4

następny rozdział będzie już o Joshu, zebyscie nie mysleli ze o nim nic niema ;p 
*

Julii nie było łatwo, z tym się pogodzić, ale  w sumie też niezabardzo wierzyła w moją opowieść.  Uważała że to przypadek i każdemu mogło by się to zdarzyc.  Mineły 2 tygodnie.
Julia rozpromieniała, ciężko jej było troche skupić się w szkole. Koledzy się z niej naśmiewali. Nie wytrzymywała, teraz jest już inaczej, pogodziła się z tym. Zmieniła się od tamtego czasu. Jestem z niej dumna, może będą z niej ludzie. Ale to nie był koniec kłopotów.

Siedzimy sobie jak w każde niedzielne popołudnie. Rozległ się dzwonek do drzwi.
Julia poszła otworzyć.  

- Boris ?! czego chcesz? - zapytała z niedowierzaniem, że zobaczyła go w drzwiach. Trzymał w ręku bukiet kwiatów.  Przepraszał ją, mówił, że uświadomił sobie że jest dziewczyną jego życia, żeby dała mu szanse, że on się zmieni, beda mieli rodzine i tak dalej. Julia oczywiście uległa.  Ona niewiedziała jeszcze dużo rzeczy, ze takie bajery zwykle później okazują się być fałszywe, że chłopak tylko chce się z nią zabawić. Tłumaczyłam jej to, ale do tej dziewuchy nic nie dociera.  Martwiłam się o nią, ona z nim spędzała całe dnie. pewnego dnia do mnie podeszła i się pyta : 
- mamo mogę się przeprowadzić do Borisa ? 
Zaczełam się śmiać, mówiłam że ma  dopiero 15 lat, że nie możę przeprowadzić, się do niego. Nie chce aby ona znowu była w ciąży, jest nieodpowiedzialna. Moje gadania jednak poszły na marnę, i tak zrobiła swoje , i wróciła stara Julia, ktora miała wszystko gdzieś,i nie zważała na zdanie innych. To mnie bolało. 

Od "wyprowadzki" Julii mineły 2 tygodnie, od tego dnia kiedy wyszła z domu, nie rozmawiałam z nią, kiedy chciałam po nią pojechać do szkoły, wychodziła innymi drzwiami, aby mnie nie spotkać, a gdy próbowałam dzwonić, to nieodbierała. Gdy pukałam do drzwi Borisa, nikt nie otwierał, a słychać było że ktoś był.

Nie chciałam iśc z tym na policje, nie chciałam jej robić problemów. 

Dwa dni później, odebrałam telefon, było to Julia. Dziwiłam się zadzwoniła o 3 w nocy. Płakała, powiedziała że Boris ją bije, każe jej sie rozbierać przed kamerą, później wstawiał to na jakiejś stronie ze striptizem. Powiedziała też, ze on powiedział żę jak powie komuś co tu się dzieje, to będzie z nią źle.  Spytałam gdzie on teraz jest. Powiedziała że niewie, i czy przyjade po nią pod jego dom. 
Oczywiście że się zgodziłam, nie pozwole aby ktoś traktował tak moją córkę.

Boris się nie odzywał już 3 dzień. Prosiłam Julię aby zgłosić to wszystko na policję. Ona się bała, tłumaczyłam jej że będziemy pod ochroną, i że nie ujdzie mu to na sucho. Po długich błaganiach zgodziła się. 
Zgłosiłyśmy tą sprawe na policje. Okazało się że gdy Julia spała, Boris uciekł do USA i ślad po nim zaginął.  policja zaczeła go szukać. niestety nie udało im się jak narazie znaleść go. 

Seksowny romantyk z chamstwem w oczach i perfekcyjną gadką #3


*
Boris, nie utrzymywał z Julią, kontaktu, omijał ja, nie chciał rozmawiac na temat tej sprawy. A Julii, brzuch rósł. Tak bardzo, bym chciała aby ona tyła, z przejedzenia a nie z noszenia w brzuchu dziecka. Przez ostatnie miesiace się wogóle nie wysypiałam. Ciągle myślałam co dalej ? naszczęście Kasia i Josh byli dla nas wsparciem.  Pomagali.  To miało być najgorsze 9 miesiecy mojego życia. Tak bardzo bym chciała aby Louis przy mnie był . Tyle bym oddała aby móc go  przytulić, i powiedzieć że go kocham.

Poszłam na cmentarz. Zapaliłam mu świeczkę. Pomodliłam się za niego. Usiadłam jeszcze chwile na ławce i wpatrywałam się w nagrobek. Co ten świat zrobił z ludźmi. Czemu ci którzy są szczęśliwi zawsze muszą ponieść najgorszą kare ? Czy to ma ich ukarać za to że sobie życie ułożyli ? 

Julia jest w ciąży - rzekłam po cichu. Tak bardzo chciałam aby mnie wysłuchał. 

Niewiem co mam z tym zrobić, to wszystko mnie przerasta - mówiłam dalej..
Chwila kiedy zmarłeś, była najgorszą chwilą w moim życiu, tak bardzo bym chciała abyś był przy mnie. Wiem ze się spotkamy, wiem że znów cię przytule, ale nie moge zostawić narazie Julii, Kasi i Josha, wiesz Josh to dobre dziecko, pomaga Julii jak może, pozdrów Liama, mam nadzieje że jest wam dobrze tam na górze, ja nie daje rady, Louis nie wiem co mam robić, nie chce aby nasza córka marnowała sobie życia. Kocham cię.. - odeszłam w milczeniu. Zbierało mi się na łzy. Pierwszy raz czułam, jego obecność, od tamtej daty. Daty którą zapamiętam na długo.  

Wróciłam do domu. Tam już czekała na mnie Kasia.

- Kasia ? co się stało ? wyglądasz jakoś dziwnie ... - powiedziałam.
-  Julia się strasznie źle czuła, bolał ją brzuch, razem z Joshem pojechali do szpitala.  - powiedziała Kasia.

Spojrzałam do góry. 
- Louis ? a jednak mnie słyszałeś ?  - łzy mi zaczeły cieknąć, czułam że on cały czas przy mnie jest, że jest moim aniołem stróżem.

- co ci odbija ? - Kasia spojrzała na mnie typu wy ty fy ?! 
- no.. ja byłam dzisiaj na cmentarzu,  i ja mówiłam tak jakby do Louisa, powiedziałam mu ze ja bez niego sobie nie radze, że ja nie chce aby Julia marnowała swoje życie na ten głupi błąd. i wychodzi na to że Louis mnie wysłuchał...  - usiadłam na kanapie. 

*
5 godzin później Josh z Julią wrócili.

- mamo, ja poroniłam.. - krzykneła i rzuciła mi się na ręce.
- tak mi przykro skarbie, ale przynajmiej będziesz dobrym człowiekiem, i nie musisz narazie marnować sobie życia.. - powiedziałam.
- ale ty nic nie rozumiesz, ja to dziecko, czułam gdzieś w głębi, ja go kochałam, mimo że zniszczyło mi życie, i było moim błędem, mamo rozumiesz ? ja kochałam.. - odpowiedziała.

Teraz dopiero zrozumiałam co zrobiłam, mimo ze moja córka skończy szkołe i będzie miała dobrą prace, zabrałam jej to co kochała.. 

- Julia, musze ci coś powiedzieć.. dzisiaj byłam na cmentarzu u taty, i ja tak jakby rozmawiałam z nim i powiedziałam mu że ja już sobie z tym wszystkim rady nie daje, nie śpie po nocach, że nie che abys sobie życie marnowała i wogóle.. i wysłuchał mnie, i teraz jest mi tak potwornie, głupio, to takie okropne uczucie, zabrałam ci to co kochałaś, nigdy sobie tego nie wybacze, myslałam że nie chcesz tego dziecka, a urodzisz je bo musisz.. - płakałam.  

niedziela, 7 kwietnia 2013

Seksowny romantyk z chamstwem w oczach i perfekcyjną gadką #2


*
- mamo... - powiedziała Julia wychodząc z łazienki. łzy ciekneły jej z oczu.
- Julia. ? a więc jednak ? - płakałam razem z nią.
- mamo, ja nie chce, nie jestem gotowa. - rzekła.
- sama sobie tak narobiłaś ! przecież ja ci nie kazałam ci się w tym wieku ten tegesować ! i teraz masz za to kare.. - powiedziałam , te słowa były dla mnie trudne, chcialam jej uświadomić to co zrobiła źle, ale tak naprawde chciałam jej powiedzieć że wszystko będzie dobrze że jej w tym pomoge. 
- a wiesz kto jest ojcem prawda ? - dodałam.
- yy... 
- julia ! nie gadaj że nie spałaś tylko z jednym.. 
- noo...  - powiedziała. i wszystko było jasne. teraz to dopiero mamy problem.
niewiem, naprawde niewiem gdzie popełniłam, błąd. co takiego ją tak nauczyło. przecież ani ja ani jej ojcec w tym wieku tacy nie byliśmy.  milczałam. niewiedziałam jak jej pomóc w tej sytuacji, to było okropne. oczywiście ze nie chciałam w wieku 35 lat zostać babcią to jest niedoprzyjęcia !  nie chciałam tego dziecka. to okropne że tak myślę, no ale nie chciałam aby moja córka  zniszczyła sobie życie przez taki głupi błąd. aby poddała się aborcji też nie chciałam. kiedyś 15 lat temu to jeszcze było bezpieczne, ale teraz odkryto jakieś trucizny, jedna kobieta po poddaniu sie aborcji zmarła. nie chciałam jej jednoczeście stracić. teraz nie można było ufać tym lekarzom. co robić ?!  nie znałam na to odpowiedzi. poprostu te myśli co dalej ahh szkoda gadać.

Musiałam porozmawiać o tym z Julią,  kto mógłby być ojcem, aby przyczynił się do tego do wychowania tego dziecka. powinienen na nie płacić. nie ujdzie mu to na sucho. no ale wprawdzie nie miałyśmy pojęcia kto to moze być.  moja córka puszczała się ze wszystkimi, to mnie bolało najbardziej. ona na 90 % przypuszczała że to będzie Boris. chłopak z którym piła paliła, i się puszczała. a nienawidziła go tak mocno że potrafiła się z nim pobić. poprostu z nim w łóżku czuła się tak dobrze.  płakałam nocami. co moja córka wyprawiała za moimi plecami, aja się nią nie interesowałam, myślałam że to dobrze dziecko, potrafi się sobą zająć. myliłam się. 2 dni później, udałyśmy się do Borisa. mieszkał z rodzicami. jego rodzice, to tacy też coś jak on. tylko papierosy wódka im w głowie. wiem jedno, żadnej pomocy od jego rodziców nie dostaniemy. nic dziwnego że syn też taki był. 

- oo proszę, panna Julia, co cie tu sprowadza czyżby było ci mało ? - zapytał śmiejąc się.
Julia nie wytrzymała rozpłakała się.
- czemu ryczysz ? - zapytał.
był chamski, i wredny jego twarz była okropna, widać było ze niczym się nie przejmował.
wyjełam z torebki test, pokazałam mu to.
wyśmiał nas. powiedział że on napewno nie był jedyny który spał z moją córką i dobrze mógłbybyć to ktoś inny. Julia płakała jeszcze bardziej.
zamknął nam drzwi przed nosem.
nie mogłam pojąć, jak ona mogła z nim... uhh. co ten świat zrobił  z ludźmi.  Josh był wielkim oparciem dla Julii.  pomagał jej, wspierał ją.  znając Julię, napewno by sie z nim przespała gdyby nie fakt że to był jej brat cioteczny.  tak bardzo mi przykro że stwierdzam taki fakt o własnej córce.  Boris, nie zwracał uwagi na Julie, uważał że to on napewno nie jest ojcem. jednak nic jeszce nie było wiadome, trzeba było czekać, aż narodzi się dziecko. a ten okres był najgorszy...

sobota, 6 kwietnia 2013

Seksowny romantyk z chamstwem w oczach i perfekcyjną gadką #1

zaczynamy od nowa :)

*

Akcja rozgrywa się 15 lat później. Julia jest 15 latką, Josh 17 latkiem.  Louis i Liam nie żyją 15 lat. Od tamtego czasu życie się zmieniło. Nie mogłam sobie poradzić z wychowaniem Julii. Wprawdzie była grzeczną dziewczyną, ale czułam to wgłębi, że nie jestem dla niej odpowiednią matką. Bez Louisa to wszystko jest takie trudne.  Trzeba było żyć dalej.  W tym dniu odbywały się 15 urodziny Julii. Pozwoliłam jej spędzić ten dzień tylko z przyjaciółmi, teraz tego żałuje.  Zanim wyszła, przygotowywała się w łazience. I weszłam chyba w nieodpowiednim momencie, bo przypałam ją jak paliła papierosa. Wtedy wszystkiego się dowiedziałam. 

- Julia ? ty palisz ? - zapytałam z dziwiona. Ona zrobiła taką mine, jakby chciała mnie zabić spojrzeniem. 
- tak i co z tego ? - odpowiedziała ze spokojem.
- to że to niszczy płuca, co ty z siebie robisz ? i te ubranie ?  wyglądasz jak dziwka. Julia, co ty wyprawiasz ? 
- słuchaj. !  nie jestem już małą dziewczynką, pale od półtora roku, pije też, zawsze po szkole. ty myślisz że zostałam po lekcjach ja poszłam na melanż, a  to jak jestem ubrana to nie twoja sprawa, może wyrwe jakiegoś fajnego chłopaka. -  tłumaczyła pociągając za papierosem i wypuszczając dym tytoniowy. 
- gdzie zrobiłam błąd ? - powiedziałam i wyszłam, łzy zaczeły cieknąć strumieniami. Przez tyle dni, tyle miesięcy to ukrywała. Moja córka robi z siebie niewiadomo kogo... jak tak dalej pójdzie to będzie tutaj chodzić z wózkiem... 

Usiadłam na łóżku rozmyślając co dalej ?  jak ja sobie teraz z nia poradze ? juz nie musi tego ukrywać. to jest niedozniesienia. Jak wyszłam z sypialni to już jej nie było, obawiałam się najgorszego. Całą noc nie spałam.  Julia nie wracała. o 3 rano  zeszłam na dół, Kasia siedziała przy stole w kuchni i czekała na Josha.

- co oni tak długo ? - pytałam.
- balują, pewnie, ale to do Josha niepodobne, on nigdy prawie imprez nie lubiał.  ..  - powiedziała Kasia.
- nie chce aby ona popelnila ten błąd co my w ich wieku.. 

O 6 rano, do domu przyszli Josh i Julia. w prawdzie Josh niósł Julie na rękach bo ta tak się upiła  że ledwo co chodziła jak i tak sie co chwile potykała. Jak wstała rano nic nie pamiętała.  Weszłam do jej pokoju. 

- Julia, co ty z siebie robisz ? - pytałam.
- a co cie to kurwa interesuje ? - odpowiedziała wściekając się.
- ja się o ciebie martwie - tłumaczyłam.
- wyjdź, stąd. - wymamrotała odwracając się do drugiej strony łóżka. 

Strasznie się o nią martwiłam, niwiedziałam co się tam wydarzyło, obawiałam się najgorszego. 
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam  drzwi. Stał w nich jakiś chłopak. przedstawił się jako Boris.  

- hejo ! przekaż swojej kochanej córeczce że była dobra, i przekaz jej swoje stringi - powiedział podał mi jej stringi i odszedł śmiejąc się. 
Byłam załamana,  moja córka nie była już dziewicą. Ciekawe czy to był jej pierwszy raz. Na moje szczęście pewnie nie. Gdzie popełniłam błąd ?  Z Joshem nigdy nie było problemów, zawsze grzeczny i miły. A Julia ?  bałam się co z tego będzie. nigdy z nią jeszcze nie rozmawiałam na temat zabezpiecznia się. A co jeśli ona ? jak można być tak nieodpowiedzialnym ? 

piątek, 5 kwietnia 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #53

Tak wiem, miało być 69 rozdziałów, ale już nie mam  pomysłów, i wpadł mi świetny pomysł, na nową powieść. 

*

Julka rosła jak na drożdżach mająć zaledwie 7 miesięcy już ząbkowała. To takie miluśkie. Ale pare tygodni później, zdarzyło się coś, czego nie zapomne do końca, życia. To był najgorszy dzień w moim życiu. Jak się o tym dowiedziałam odechciało mi się żyć,  ale nie mogłam zostawić Julii.  Ale nie miałam już na nic sił, w jednej chwili moje życie straciło sens. A było to tak...
chłopacy mieli swój koncert. był to najważniejszy koncert w ich życiu, poprostu to dla nich było wielkie osiągnięcie.  Spiewali.. spiewali ich piosenke Little Things. Było to piosenka skierowana do mnie i do Kasi.. nikt jeszcze nie wiedział ze widzimy ich po raz ostatni, że to ich ostatnia piosenka.  Ktoś na sali miał broń, skierował ją na Louis'a strzelił, potem w Liama, strzelił.. trafił w samo serce, ma ten ktoś cela.. ale zabrał mi i  Kasi cząstke naszego życia. nie udało się zdemaskować sprawcy. nadal jest na wolności..  a oni ?  oni juz nie żyja, nie ma ich już z nami.. muszę sie udać z kasia do psychologa, jak można być tak okrutnym ?! nie chce mi się żyć ! Najgorsze jest to że Julia nie będzie pamietać swojego taty. który robił karierę, ale napewno będzie go widziała na płytach które mamy, książkach, może kiedyś jeszcze w telewizji.. 

Louis i Liam [*]



KONIEC. 

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #52

No wiec, chce jak najszybciej skączyć tą opowieśc aby zacząć nową.  ^_^ już się nie moge doczekać.

*

Julia rośnie szybko, jeszcze pamiętam jak rodzilam ją w lodowozie.  Ten czas szybko leci. Julia ma już 2 miesiące, trwają przygotowania do naszego ślubu, razem z Kasią bierzemy ślub w tym samym dniu, to jest bajkowe. Zawsze marzyłam aby Kasia w tym dniu też była szczęśliwa. Przyszło całe One Direction, ochroniarze, producenci, styliści, i wszyscy związani z tym zespołem, przyszedł nawet wujek Simon. To było super.  Z naszej rodziny nikt nie przyszedł, Nie mieliśmy z naszej rodziny nikogo. To było smutne. Przygotowania trwały, ja nie mogłam w nich niestety uczestniczyc, bo Julia to było dziecko które żadko spalo mimo że miała 2 miesiace.  Trzeba było się nią ciągle zajmować. Także, ja nic nie przygotowywałam.

Kiedy Julia się urodziła, Louis poszedł aby zapisać ją że się narodziła, czyli jej drugie imię itd. akt urodzenia. I mieliśmy jej na drugie dac Anabell, a Louis gdy wrócił na akcie urodzenia pisało  że drugię imię to Nikola to było cudowne! Kocham go najbardziej  na świecie. 

Do ślubu zostało mało czasu.  Musiałam iśc się przebrać w suknie, wraz z Kasią miałyśmy takie same suknie, zas Louis i Liam mieli takie same garnitury. To było cudowne piękna sala. i wogóle... 
Przysięga odmówiona, czas na wesele. Rzuciłam bukiet, złapała go jedna z fanek, a krawat Louisa złapał Niall. hahahaha. no okej okej. To był piękny dzień, nigdy go nie zapomne.. 

*

sorki ze taki krótki ale chce to skończyć . *>* 

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #51


*

czas nie leczy ran.. czas pomaga nam przerodzić smutek w tęsknote. I tak własnie było. Tęskniłam za tym małym szkrabem strasznie, jakby był moim własnym synem..  niewyobrażam sobie że Julia by nie żyła. mimo że jeszcze się nienarodziła, ale kocham ją kocham kocham !  Kasia miała ostatnie  badania i mogła wracać do domu więc jest dobrze.  Siedziałam piłam kawę i czytałam gazetę. 
Patrze a tu taki artykuł " 20 letnia przyszła matka zabija swojego 5 letniego brata "
Byłam w szoku, teraz ludzie pewnie myślą że to ja go zabiłam. Byłam okropnie wściekła.  Poprosiłam Louisa aby zawiózł mnie do tego redaktora tej gazety, i tak na niego nawrzeszczałam że w następnym numerze napisał że to wszystko się wyjaśniło, i że  mnie przepraszają... Co za ludzie. co za świat jest okrutny, niewiem dlaczego bóg zabiera osoby które jeszcze nie miały, szansy aby naprawde żyć, po swojemu..
i to mnie właśnie bolało... nie dałam  mu żyć.. Dni mijały, zostały tylko 4 dni. 4 dni i zobaczę swoją kochaną ślicznotkę.  Julia (dżulia) tak damy jej na imię.  Ale nie tak wyobrażałam sobie ostatnie dni bez tego maleństwa. Wszystko zaczeło się sypać. Normalnie masakra. Zlew się zapchał, odepchać go ciężko było. Lodówka się zepsuła, jak schodziłam ze schodów obręcz się odłamała, i się prawie wyebałam.  Ale naszczęście nic mi się nie stało. Prysznic się zepsół.  Normalnie trzeba było remontować cały dom, aja nie miałam sił aby wdychać ten cement i słuchać tej wiartarki, a zwłaszcza przy dziecku. Zostało tylko jedno wyjście. Trzeba było kupić nowy dom. Co było nie lada wyzwaniem bo mieszkaliśmy  w Londynie to  prawda. ale cięzko było znaleść tu coś odpowiedniego dla 6 osób. znaczy się dom.  No ale trzeba było coś szukać, nie mogliśmy w takich warunkach życ, zwłaszcza gdy będziemy mieli 2 dzieci w domu. Wraz z rodziną, poszliśmy szukać jakiegoś domu dla nas.  Poszukiwania były trudne, miałam się stawić 2 godziny temu w szpitalu, nie zrobiłam tego bo nie miałam czasu , mimo ze Louis nalegał aby mnie odwieść, nie mogę się przemęczać, ale nic z tego zostałam. Teraz tego żałuję,  ponieważ, poczulam ostry ból, dziecko wzywało na świat.  a my musieliśmy szybko jechać, zanim będzie za późno.

- szybciej szybciej ! - krzyczałam.
Julia miała przyjść na świat 4dni przed terminem.
Na moje szczęście, w samochodzie zabrakło benzyny. Nie mogłam wytrzymać ból był tak silny.. Szukaliśmy jakiegoś samochodu aby szybko dojechać do szpitala, do którego brakowało nam 2 km. Nic z tego ! jechał samochód z lodami, poprosiliśmy tego miłego pana z wąsem aby mnie zawiózł bo ja rodze.
Zgodził się, ale ten samochód byl tak zacofany jechał 5km/h. Nie mogłam wytrzymać, czułam jak ona już się dostaje na ten świat. Nie było innego wyboru, musiałam urodzić w samochodzie.  to było dziwne, masakra.. No ale musiałam co miałam niby zrobić ? Zemdlałam z wrażenia, dopiero pół godziny po porodzie się obudziłam,  wszyscy myśleli że  w śpiączke wpadłam.  Ale było w błędzie, poprostu zemdlałam jak się obudziłam, ona była taka słodziutka, to było wspaniałe uczucie trzymać swoje własne dziecko z którym chodziłaś w  brzuchu przez 9 miesięcy.  Pierwsze chwile z nią było wspaniałe, czułam że żyje.. to było najpiękniejsze uczucie na świecie, nigdy nie czułam się lepiej, a najlepsze jest to że urodziła się w rocznice moją i Louisa w której się poznaliśmy.. 

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #50

Miałam dodać, rozdział o walentynkach w walentynki, no ale nie było koma.

*

Kasia, zrobiła to. żałowała , ale czasu cofnąć się już nie dało.
mineło dużo czasu.
każdy dzień, ciągnął, się, był, coraz dłuższy i dłuższy.

Kasia i Liam się pokłócili o małą drobnostkę.
więc Liam aby Kasi to wynagrodzić, wziął ją na ręce i chciał zanieśc do sypialni.
nagle Josh do nich podchodzi, i mówi.
- mamusiu, mogę zadzwonić do wujka Nialla ? 
- czemu ? - zaśmial się Liam.
- bo wujek Niall, powiedział, że jak weźmiesz mamę na ręce w taki sposób, to mam do niego zadzwonić, aby mnie stąd zabrali. - powiedział.
śmiałam się z tego jak dziecko. naprawde.
i z Louisem mieliśmy z tego ubaw po pachy.

Dni się ciągneły, nic specjalnego się nie działo.
niedługo na świat miała przyjść nasza córeczka, chceliśmy jej dać imię Julia.
Nie miałam na nic sił, kompletny zamuł. Jeszcze Kasia trafiła do szpitala, musiałam zająć się Joshem. Ciężko było w ostatnich mięsiącach ciąży.  Ale to co stało się pare tygodni przed nim było dziwne a zarazem okropne. Wraz z Kasią i  Niallem, dostaliśmy wiadomośc, że nasi rodzice nie żyją. Zgineli w wypadku samochodowym. Mimo że nie widzieliśmy ich bardzo długo, ze tak okropnie nas potraktowali,  byliśmy zrozpaczeni. Wkońcu to nasi rodzice. Nic się na to nie poradzi.  Pogrzed odbył się 4 dni po tej wiadomości. Nie miałam żadnej sukienki, wszystko było za ciasne, przez ten ogromny brzuch.  Wcisnełam się w jakieś stare leginsy czarne i  białą tunike i żakiecik. Nic innego nie mogłam znaleść odpowiedniego. Poszliśmy na ten pogrzeb. Gdy zobaczyliśmy ich w trumnie, same łzy leciały, przypomniały się te wszystkie wspaniałe chwile z dzieciństwa, jazda na koniach z tatą, pierwsze poważne zakupy z mamą. Nie mogłyśmy się z tym pogodzić, że ich już niema z nami, chociaż i tak przez jakies 5,6 lat tez ich nie było, ale to nie to samo.  Okazało się też ze mieliśmy małego brata. Który miał właśnie 5 lat. Musieliśmy się nim zaopiekowac, ale niee było znim wytrzymac, ciągle latał, pytał się gdzie mama i tata. To było niedozniesienia. Zastanawialiśmy się nad adopcją dla niego, ponieważ, nie dalibyśmy we dwie z Kasią z trójką dzieci. Tak Liam i Louis też nieraz by pomagali, ale oni często wyjeżdżają w trasy i wogóle..
Mineły dwa tygodnie po pogrzebie. Nasz mały braciszek Dominik, był nadal nieznośny. Dwa razy sobie wyszedł z domu bez pytania. Nawet niewiedziałysmy kiedy..  Najgorsze było to że wpadł pod samochód. Jeszcze kolejna katastrofa nam potrzebna. No ale nie przeżył, też zmarł. Wpadłam w panikę, w ostatnim miesiącu zgineły 3 osoby z naszej rodziny. Czułam się winna tego.  Że to ja go nieupilnowałam i wyszedł i wpadł pod ten cholerny samochód. Okropieństwo.  Ciągle miałam go przed oczami, jak biegał, jak się cieszył... Ból tego co się stało był niedozniesienia. Jeszcze za dwa tygodnie mam poród.

-  Nikola, niezamartwiaj się stalo to co się stało.. - powiedizał Louis i mnie mocno przytulił.
- ale ja mam odczucie że to moja wina, że on to zrobił specjalnie, bo nie mogłam sobie z nim poradzić, że on zrozumiał że tak dla niego będzie najlepiej.. - odpowiedziałam.. 

środa, 13 lutego 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #49


*

Kasia jednak zmieniła zdanie, a Liam nie powstrzymywał jej..
Kasia postanowiła usunąć dziecko.

Wyjeżdżali pare kilometrów stąd do specjalistycznej kliniki.
Tak.. w Londynie była taka, ale woleli iść gdzieś indziej.

Przed wyjściem spytałam Kasię.
- jesteś, pewna że chcesz to zrobić ?
- tak w 100% - odpowiedziała.

I wyjechała wraz z Liamem.

Po 20 minutach przychodzi zdyszany Niall.
- o boże, co ci jest? - zapytałam.
- biegłem, mam bardzo ważną wiadomość.. - powiedział.
- jaką ? - zaprosiłam go do środka.
Niall usiadł na kanapie i mówił.
- Przeglądałem stare papiery Harrego i natknąłem się na dokument bardzo ważny.
mianowicie , Harry jest bezpłodny więc to nie jego dziecko.. to jest dziecko Liama a Kasia chce je usunąć. - powiedział.
- a dlaczego on jest bezpłodny ? - pytałam.
- nieważne !! teraz musimy szybko jechać powstrzymać Kasię przed tym !! - powiedział Niall.
Po tych słowach szybko pobiegnełam po torebkę ubrałam się, i pojechaliśmy do tego miasta.
Wpadliśmy do tej kliniki z krzykiem.
Zauważyliśmy Liama w pewnym długim korytarzu..
- hej co tu robicie ? - zapytał gdy nas zobaczył.
- musisz o czymś wiedzieć, czy Kasia już poddała się aborcji ?! - zapytałam zaniepokojona.
- tak, teraz robią jej jakieś badania aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. - odpowiedział.
- o nie.. - powiedział Niall i złapał się za czoło.
- co się stało ? - zapytał Liam.
- to nie jest dziecko Harrego tylko twoje.. - powiedziałam.
- co !? skąd masz taką pewność. ? - zapytał niedowierzając w to co usłyszał.
- no bo, ja przeglądałem papiery Harrego i natknąłem się na papier gdzie było napisane że Harry jest bezpłodny, więc to było twoje dziecko ! - odpowiedział Niall.
Liam usiadł , złapał się za głowę, w oczach miał łzy.
Nagle z gabinetu wychodzi Kasia.
- co się stało ? czemu jesteście smutni  ? - powiedziała gdy na nas spojrzała.
- usunełaś moje dziecko - powiedział Liam i ją przytulił.
- co ??? - powiedziała Kasia.
nie mogła powstrzymać łez.
- ale jak to ? - dodała.
- no bo Niall znalazł papiery z których wynika że Harry był bezpłodny. - powiedziałam.
- o nie co ja zrobiłam. - powiedizała Kasia.

wtorek, 12 lutego 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #48

- Kasia przepraszam.. masz rację niewiem, jak to jest. chcemy ci pomóc.. - powiedziałam.
- ale ja nie chcę pomocy, chce sama o tym zadecydować.
- dobrze jak chcesz.. - odpowiedziałam i wyszłam.

*

- i jak u niej ? - zapytał zaniepokojony Liam
- potrzebuje chwily spokoju, dajcie jej narazie spokój.. - powiedziałam.

*

Następnego dnia, poszłam z Louisem na zakupy.
Stałam sobie przy słodkościach które uwielbiałam, Louis gdzieś zniknął..
nagle zobaczyłam go z koszykiem pełnym dzięcięcych ubrań.
- Louis idioto nie za wcześnie ? - zrobiłam dziwną minę.
- na nic nie jest za wcześnie, poprostu cieszę się że wreszcie będziemy mieli dziecko. - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- oj no weź, nie musimy jeszce kupować tylu rzeczy, najpierw to może wyremontujmy mu ten pokoik, potem wózki itd, a na końcu ciuszki co ? mamy na to jeszcze ponad 7 miesięcy.
-ohhh no dobrze. - powiedział.

Wróciliśmy z zakupami do domu.
Na kanapie siedział Liam , z Kasią która była w niego wtulona.
Widać że była smutna.

- co się stało że taka smutna kasia jesteś ? - zapytalam ściagając z siebie buty i kurtkę.
- a no bo wiesz... - powiedziała.
- wiem, ale co się konkretnego stało ?  że anwet telewizora nie włączyliście.. - odpowiedziałam.
- myślimy.. - dodał Liam.
- o czym? - wtrącił się Louis.
- o tym co będzie... - powiedziała Kasia.
- a co będzie ? czy możecie wkońcu przejść do rzeczy ?! - powiedziałam.
- Kasia myślała co zrobić z tym dzieckiem.. - powiedział Liam.
- i...  ? - niepokoiłam się, chciałam już wiedzieć co podjęli.
 - no , postanowiłam że urodze to dziecko.. - powiedziała. 
- to wspaniale -  przytuliłam ją.
- ale niewiem, czy to dobry pomysł.. - dodała.
- nie wiemy czy poradzimy sobie, Josh jest jeszcze mały, będziemy musieli ograniczyć dalekie koncerty i wywiady, aby więcej czasu poświęcić dzieciom.. - powiedział Liam.

- ale niewiemy, czy podołamy temu zadaniu.. - powiedziała Kasia
- nie martwcie się, pomożemy wam.. - powiedzial Louis.. 
- ale wy niedlugo bedziecie mieli dziecko.. - dodala Kasia.
- Damy rade - powiedzialam. 

Slowa są proste gdy językiem jest miłość #47

- no więc co ? - pytał zniecierpliwiony Liam.
Kasia podała mu test. 
- co to znaczy bo się nieznam ? -  zapytał wpatrznony.
- to że jest w ciąży głuptasie. - powiedziałam.
 Liam się załamał.
- Liam, kochanie.. usunę to dziecko.. - powiedziała Kasia i przytuliła Liama.
- ale ja nie chcę żebyś usuwała.. chce je wychować.. - powiedział Liam.
- naprawdę ? - zapytała zdzwiona.
- naprawde. - odpowiedział i jeszcze mocniej ją przytulił.
- ale ja nie chcę. - dodała i rozpłakała się.
- nie chce... a zwłaszcza że to dziecko jest Harrego.. - dodała Kasia.

Ta myśl była głównym tematem rozmów w naszym domu.
Wiedzieli o niej wszyscy z zespołu.
Byli równie zaskoczeni.

Wieczorem w sypialni Liama  i Kasi.
- nadal nie mogę uwierzyć że to się tak zakończyło - powiedziała.
- uwierz, nie masz się oco martwić... - powiedział i pocałował ją w czoło.
- ale Liam ja się tak boje..  - powiedziała.
- nie masz czego, powtarzam ci jeszce raz, nie masz.. - powiedział .

*

Rankiem wstałam dość wcześnie.
Zrobiłam nam wszystkim śniadanie i pobudziłam wszystkich.
Usiadliśmy do stołu, wpadł Niall, ten żarłok.
Zjadł z nami.
- jak się Kasia czujesz ? - zapytał Niall.
- wiesz, z czasem lepiej, ale nadal myślę o usunięciu dziecka.. - odpowiedziała mu.
- dlaczego ? wszyscy będziemy cię wspierać. nie masz się oco martwić .- powiedział.
- mówie jej to cały czas - powiedział Liam.
- ale wy nie rozumiecie ! nie wiecie jak się czuje ! - krzykneła i pobiegła do sypialni.

- pójdę do niej ! - powiedział Liam i chciał już wstawać.
- nie ja do niej pójdę, pogadam z nią.. - powiedziałam.

Poszłam na górę do Kasi.
Zastałam ją leżącą na brzuchu , płakającą do poduszki.
- Kasia, siostrzyczko.. - powiedziałam.
- co chcesz ?  - powiedziała.
- chce z tobą porozmawiać, powiedz mi co cię dręczy.. 
- byłaś kiedyś zgwałcona ? - zapytała.
-  nie.. - odpowiedziałam.
- nosiłaś kiedyś w sobie dziecko kogoś kto ci zrobił krzywdę a nie kogo kochasz ? - zapytała znów.
- nie.. wiem już oco ci chodzi.. - powiedzialam.
- no widzisz. więc nie masz pojęcia jak się czuje, to okropne, nie chcę tego dziecka, będzie mi przypominał o tym zdarzeniu, chce zapomnieć, a jak się urodzi dorośnie, zapyta gdziejego prawdziwy tata co mam odpowiedzieć ? nachlał się, i h*j gdzie był, i zmarł w lesie ?.. Nikola to takie okropne.. - powiedziała Kasia.

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #46


*

Justin świetnie się sprawdzał, dogadywaliśmy się z nim i wogóle, szybko się zaprzyjaźniliśmy.
Poszłam z Kasią do apteki bo okresu nie dostawała.
Kupiłyśmy test ciążowy aby sprawdzić czy nie jest w ciąży.
To była bardzo cięzka chwila, jak i dla Liama i dla Kasi

- Kasia, nie ważne co będzie, jeśli będziesz w ciąży, będe wychowywać te dziecko jak własne. - powiedział Liam i przytulił Kasię.
- ale ja tego dziecka nie chcę, nie mogę poradzić sobie  z Joshem, bo jest jeszcze mały potrzebuje dużo uwagi, a co dopiero kolejne dziecko.. - mówiła.
- Ale chyba nie usuniesz tego dziecka ? - zapytałam.
- jeśli wynik będzie że jestem w ciąży to chyba będę musiała.. - odpowieziała mi  Kasia.
- ale ja ci pomogę te dziecko wychowywać, zawsze możesz na mnie liczyć, poradzimy sobie. - powiedziałam.
- Ale ty jesteś też w ciąży, i będziesz zajęta swoim dzieckiem.. nie chce sprawiać kłopotów.. - powiedziała Kasia.
- jakoś sobie poradzimy, - dodał Louis.
- dobra dajcie mi iść zrobić ten test !! - krzykneła Kasia.

Kasia weszła do łazienki.
Ja poszułam się źle, oparłam jedną ręką o ściane a drugą trzymałam się za głowe.

- Nikola, kochanie co ci jest ? - powiedział Louis.
- nic, nic.. źle się poczułam, to te nerwy.. - tłumaczyłam.
- to może idź się połóż, to może zaszkodzić dziecku.. - powiedział Louis i już chciał mnie prowadzić do naszej sypialni.
- nie ma mowy, Kasia przeżywa niemiłą chwilę i ja będę przy niej - powiedziałam i wyrwałam się z Louisa rąk.

- dobrze dobrze.. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- a który to już miesiąc Nikola ? - zapytał Liam.
- niedługo 3 - odpowiedziałam.

*

po 20 minutach Kasia wychodzi z łazienki.
- co tak długo ? - zapytałam.
 - a no bo tak jakoś, się wachałam go zrobić, i dopiero po 10 minutach go zrobiłam a potem siedzialam i czekałam..
- no i co ? co wyszło ? - pytał Liam.
- no więc.. - mowiła Kasia.

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #45


*

- na co czekasz ? dzwoń po karetkę !! - krzyknełam.
Niestety, było już zapóźno..
Harry zmarł.

Naszczęście było widać, że on się tak masakrycznie załatwił i Liam nie był oskarżony.

- no wiec to koniec One Direction.. - powiedział Liam. po pogrzebie.
- nieprawda ! możecie kogoś przyjął do swojej grupie, zapomnijcie o Harrym i o tym świństwie co mi zrobił ! - powiedziała Kasia.
- ale kogo ? - powiedział Niall.
- Cody Simpson ? Justin Bieber ? Austin Mahome , Conor Maynard ? - zaproponowałam.
- niewiem czy któryś z nich chciałby być w naszym zespole. Oni robią solową karierę.. - powiedział Louis.
- to się dopiero okaże. - powiedziałam.

Następnego dnia, zaczeliśmy namierzać te gwiazdy aby wysłać im propozycję.
Pierwszą wysłaliśmy do Conora Maynard'a ..
Odrzucił.
Drugą do Justina Biebera.
Nie mamy jeszcze odpowiedzi.
trzecią do Cody Simpsona.
Odrzucił.
Austin Mahome tez.
Justin Bieber został naszą ostatnią deską ratunku.
Nie odzywał się dwa dni.
Byliśmy strasznie niecierpliwi.

Aż wieczorem o 4 w nocy , oddzwonił jego menager.
Ta.. 4 w nocy my tu śpimy ,zaspani i rozmawiamy o największej szansy życia 1D.
Ale to dlatego że tam jest inna strefa czasowa.

- witam, ja dzwonię w sprawie tego kontraktu.. - powiedział jego menager.
- tak, tak.. Bo jeden z wokalistów, niestety zmarł,i musimy znaleść dobrego gwiazdora aby mógł go zastąpić bo inaczej One Direction się rozpadnie.. - powiedział Louis.
- tak, ale niestety nie mogę przyjąć tej propozycji.. - powiedział.
- dlaczego ? - zapytał Lou.
- ponieważ, Justin woli karięrę solową, dowidzenia. - powiedział i rozłaczył się.

Rankiem jedząc śniadanie rozmawiamy o tej sprawie.
- no więc.. to chyba koniec One Direction.. - powiedział Louis.
- no niestety.. - powiedział Liam.
- tak mi przykro z tego powodu .. ale będziecie się nadal przyjaźnić.. - powiedziałam i przytuliłam Louisa.

Nagle ktoś puka do drzwi.
Był to Justin Bieber.
- Justin ? co ty tutaj robisz ? - zapytałam otwierając drzwi.
- no więc, mój menager powiedział to bez rozmowy ze mną, nawet tej umowy nie widziałem, znalazłem ją, u niego w torbie kiedy ten był w toalecie. Bardzo bym chciał dołączyć do tej grupy, raźniej jest w 5 niz samemu podróżować po świecie.. - powiedział Justin Bieber.

Wszyscy byli ucieszeni ! to nie koniec One Direction, to dopiero początek.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #44


*

Wchodzi Kasia.
-Kasia.. czy to prawda .. - zapytał Liam.
- tak, wiesz co jest Liam najgorsze. ? 
- że ci nieuwierzyłem ? tak przepraszam. - powiedział.
- Nie, najgorsze jest to że on się nie zabezpieczył, i ja mogę być w ciąży. - tłumaczyła.
- zabiję gnojka. ! - krzyknął Liam i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi.
- Boże, ajak on mu coś zrobi  ? - niepokoiła się Kasia.
- to będzie miał za swoje.. - powiedziałam.
- nie oto chodzi, tak wiem, należy mu się, ale jak Liam pobije go tak że będzie skazany do więzienia na miesiące ... 
- w sumie masz rację - odpowiedziałam.
- idę go poszukać - powiedzial Louis, wziął kluczyki i poszedł szukać Liama.

*

Z Kasią siedziałyśmy na kanapie oglądając jakiś serial.
Nagle zadzwonił Louis.
- hej, co tam ? - powiedziałam.
- słuchaj Nikola, musicie szybko tu przyjechać,mamy mały problem. - powiedział.
- dobra, tylko gdzie ? - zapytalam.
- W północnej część Londynu tam gdzie jest ten niebieski mór. - tłumaczył.
- okej wiem gdzie to. cześć - pwiedziała i rozłączyłam się.

Co się stało ? - zapytała Kasia.
- niewiem , kazał nam szybko przyjechać. 

*

Wezwałyśmy taxówkę i gdy przyjechała pojechałyśmy w umówione miejsce.

- co się stało ?! - krzyknełam biegnąć ku Louisowi.
- Harry, był pobity przez Liama i uciekł.  - powiedział.
- Liam coś ty zrobił ? - zapytała Kasia.
- nie pozwolę aby ktoś cię dotykał, mogę to robić tylko ja. - powiedział i przytulił Kasię.
- Liam, obiecaj mi że to się więcej nie powtórzy, możesz iść do więzienia ! - powiedziała wtulając się do niego.

- dobra, musimy poszukać Harrego zanim mu się coś stanie.  - powiedziałam.

Szukaliśmy Harrego jakąś dobrą godzinę, zrobiło się już ciemno..

- nigdzie go niema, a jak mu się coś stanie?  - zapytał Louis.
Nagle usłyszałam krzyk dochodzący z lasu.
Szliśmy za tym głosem. 

Nagle on niespodziewanie ucichł, chodziliśmy wokół miejsca gdzie było tej dźwięk słychać dokładnie, to był Harry.
Nagle Louis znalazł go. 

- ej nie jest dobrze ! krzyknął. 
Gdy dobiegliśmy do niego, nie mogliśmy uwierzyć że to się dzieje naprawdę. To nie mogła być prawda..

środa, 6 lutego 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #43

- Harry co ty robisz ? - wrzasneła Kasia.
- jak to co ? mam na ciebie hrapkę, a i tak nie krzycz bo i tak cię nikt nie usłyszy. - odpowiedział.
Rzucił się na nią, rozpiął rosporek i wszedł w nią, mimo że tego nie chciała. zakleił jej usta, plasterem aby nie krzyczała.
Kasia, strasznie się bała, kręciła się, chciała od tego uciec.

*

- ej co kasia tak długo robi w tej łazience? a harry czemu tak długo szuka tej płyty ?- zapytałam, przestraszona.
- a możę kasia, pomaga mu jej szukać ? - zaproponował Zayn.
- a i tak pojdę to sprawdzić.. - powiedziałam i pobiegłam na górę.
Z łazienki dochodził dźwięk harrego, i wiercącej się Kasi.
Nacisnełam na klamkę, drzwi były zamknięte. 
Słyszałam jak Harry szeptał coś do Kasi, a potem otworzył drzwi. Kasia siedziała w kącie, strasznie przestraszona i obolała.
Harry poszedł na dół.
- Nikola.. on mi to zrobił.. - powiedizała.
- musisz powiedzieć Liamowi.. - powiedziałam.
- nie mogę ..
- czemu ? - zapytałam.
- powiedział ze jak on sie dowie, to zrobi coś, nam, naszej rodzinie..boję się...
- nie masz czego, wiesz pogadam z nim.. jak wszyscy pójdą. - powiedziałam.
ok , dziękuję że jesteś - powiedziała.

*

Wszyscy poszli, Louis poszedł wziąść prysznic, Kasia spała.
Postanowiłam porozmawiać z Liamem.
- Liam, musimy pogadać - powiedziałam.
- cos się stało ? - zapytał.
- jak dzisiaj byliście coś załatwiać to przyszedł Harry i.. i dobierał się do Kasi, potem jak ona poszła do toalety to on pod tekstem że idzie poszukać płyt, i ją unieruchomił i... - niedokończył bo przerwał mi Liam
- co takiego ? kłamiesz . !!
- czemu miałabym kłamać, Liam to poważna sprawa !!! - krzyknełam.
Nagle weszedł Louis.
-  słyszałem krzyki co się dzieje. - zapytał.
- Nikola, próbuje mi wmówić że Harry próbował zgwałcić moją Kasie ! - tłumaczył.
- Nikola, to prawda .. ? - zapytał Louis.
- tak, ale on mi nie wierzy ! przecież nie kłamałabym w takiej sprawie ?! - tłumaczyłam.
- ja ci wierze.. a ty Liam też powinieneś uwierzyć. bo to nie są żarty, nasz przyjaciel skrzywdził twoją Kasie ! - powiedział Louis.

*

wtorek, 5 lutego 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #42


*

7 rano, obudził mnie krzyk.  Obudziłam się, wstałam, odsłoniłam firankę, niebo było zachmurzone, zbierało się na burze. Zeszłam na dół, nikogo nie było , pewnie Josh, spał, a Louis i Liam pewnie na próbie. Usłyszałam płacz. To była Kasia.
- jeju, Kasia co się stało ? - zapytałam , i objełam swoją siostrę.
- on tu wróci.. nie chcę tego.. 
- kto wróci ? o kim ty mówisz ?! - dopytywałam się.
- Harry, on chciał mnie zgwałcić.. to było okropne.. - powiedziała.
- co ?! opowiedz mi wszystko.
- bo byłam, w kuchni wstałam dość wcześnie bo Josh się obudził, robiłam mu coś do jedzenia, i jak zjadł dalej poszedł spać, ja już nie mogłam zasnąć, i.. on przyszedł, posiedizał chwile, nagle zaczął mnie smyrać po ramieniu, i rzucił się na mnie, położył na stole.. i to było okropne.. - powiedziała ze łzami w oczach..
- a gdzie był Louis ? a gdzie Liam ? - zapytałam.
- no oni wyszli, musieli iść coś załatwić. - powiedziała.
- ojj Kasiu, tak mi przykro.. musisz im to powiedzieć.. 
- ale co ja mam im powiedzieć ? że ich najlepszy kumpel chciał mnie zgwałcić ?! nie uwierzą mi pewnie.. - powiedziała.
- ale musisz spróbować. albo przyłapać go na gorącym uczynku.. - powiedziałam.
- ale ja nie chcę przeżywać tego drugi raz, to okropne.. - westchneła Kasia.
- to co robimy ? 
- niewiem, chce to zachować dla siebie, więcej tu go nie wpuszcze.. - powiedziała Kasia.

3 godziny później, wrócili chłopacy.
- heej, dzisiaj do nas chłopacy, wpadają, na kolację, mogą prawda ? - zapytał Liam.
- o nie...- mrukneła kasia pod nosem i spojrzała na mnie.
- co takiego mowiłaś kasiu ? - powiedział Liam.
- nic, nic, fajnie. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem.

Pare godzin później przyszli chłopacy.
Siedzieliśmy w ich gronie pijąc piwo i zajadając różne przekąski.
- Nikola, on się na mnie tak dziwnie patrzy. - powiedział mi do ucha kasia.
- póki Liam tu jest nic ci nie zrobi. - odpowiedziałam jej.
- muszę do toalety przepraszam.. - powiedziała Kasia i poszła.
Chwilę później mówi Harry.
- Hej, Louis mogę pójść poszukać tych płyt na górę ? - zapytał.
- no okej idź. - odpowiedział mu Louis.

Harry poszedł na górę i zapukał do drzwi łazienkowych w którym Kasia, poprawiała makijaż..
- czego tu chcesz ? - powiedziała wystraszona Kasia.
Harry zamknął drzwi od łazienki.

piątek, 25 stycznia 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #41

troloololololo . :3

*

Następnego dnia, zamiast cieszyć się świątecznym nastrojem, lecieliśmy spowrotem do Wielkiej Brytani, do Londynu. Bo tam miała zaufanych lekarzy którzy przeprowadzali moje dawne ciąże,nie do końca, ale od początku.
Udaliśmy się dzień później po wypakowaniu do lekarza.
Zrobił mi USG, zbadał i powiedział. :
- niewiem jak to określić .. 
- aż bardzo źle ? - zapytałam niezapokojona.
- nie oto chodzi, ponieważ, zawsze robiliśmy USG a tu proszę, za każdym razem poronienie. To musi być coś nie tak, z tobą. - powiedział.
- a może to coś nie tak z panem jest.. - powiedział wściekły Lou.
- Louis , kochanie uspokoj się,- westchnełam.
- przepraszam. - powiedział i pocałował mnie w czoło. .. - poprostu nie zniosę jak stracimy kolejny raz dziecko, przecież to nasze marzenie.. - dodał.
- dobrze, na dzisiaj to koniec , proszę przyjść za tydzień, gdyby sie coś działo, to wcześniej .- powiedział lekarz.
- dobrze - powiedziała i wyszłam.
- Nikola, martwię się a moze jeśli to coś ma zwiążek z twoim lekarzem ? - powiedział Louis.
- Louis nie przesadzaj.. - próbowałam go uspokoić.
- zrób to dla mnie, chodźmy jutro do innego lekarza. - powiedział Louis.
- dobrze kochanie, jutro pójdziemy do innego. - powiedziała i pocałowałam go w czoło.

*
Nazajutrz, Louis zrobił mi sniadanie do łóżka, po tem wziełam prysznic, i poszliśmy do innego lekarza.

- dzieńdobry - powiedziałam.
- witaj, proszę połóż się. - powiedział Lekarz i przejrzał moją kartę, pacjenta, widzę że masz uczulenie na pewien składnik maści na USB, musimy wziąść specjalną.
 Po tych słowach, spojrzałam na Louisa, odrazu skapnął się oco chodzi.
- ale.. - powiedziałam.
- coś nie tak proszę pani ? - zapytał lekarz.
- no doktor który prowadizł moje 3 ciąże i przy których za każdym razem poroniłam, podawał mi tą maść,  to może być od tego ? - zapytałam.
- nie chce pani okłamywać, żeby pani sprawić przyjemność ale muszę powiedzieć że to zdecydowanie przez to. - odpowiedział mi lekarz.
Popłakałam się, Louis natychmiast mnie przytulić.
- nie mart się zgłosimy sprawę do sądu, dostanie za swoje, a teraz cieszmy się tym ża za 8 miesięcy będziemy trzymać nasze 3 kilogramy szczęścia. - powiedział.
- dobrze. - odpowiedziałam


Nadeszła sprawa w sądzie, brzuch już trochę urósł, teraz moją ciąże prowadził inny lekarz, zgodnie z planem wszystko szło, okazało się że będzie to dziewczynka, zawsze chciałam mieć córeczkę..
Okazało się, że ten lekarz robił to wszystko dlatego żeby się zemścić na Louisie, za to że mu podczas nauki w podstawówce dokuczał mu. Chciał się poprostu zemścić zabierająć mu jego marzenia...


*

widzimy się za tydzień bayo . :3

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #40

Dzisiaj napisze z jakieś 3 rozdziały, bo ma  ferię i wyjeżdżam i nie będe mogła pisać.

*

Następnego dnia, zjedliśmy śniadanie w gronie rodziny, w sumie brakowało tam naszych rodziców, moich Kasi, i Nialla, ale nie zwracaliśmy na to uwagi, nie mogli się pogodzić z tym że nie chcemy robić tego co oni sobie życzą, decydowaliśmy sami o własnym życiu, i wyszło nam to na dobre. Niall gra w zespole który ma miliony fanek, ja zaś jestem w ciąży z mężczyzną mojego życia. Kasia ma wspaniałego narzeczonego bo po kłótni Kasia miała pierścionek zeszła po niego i zatrzymała, przyjeła jego zaręczyny, i syna który dorasta wraz z czasem. A pomyśleć że jeszcze pare lat temu imprezowałyśmy, wyrywając przy tym idiotów, a tu proszę mamy wpsaniałą rodzine na którą byśmy nie wymienili na żadną inną. To wspaniałe uczucie.

- o boże na śmierć zapomniałem - westchnął Louis gdy był z Liamem w kuchni.
- co takiego ? - zapytał zaciekawiony Liam.
- miałem się wczoraj w ten wyjątkowy dzień oświadczyć Nikoli, na śmierć zapomniałem kupić pierścionka, byłem zajęty tą kolacją o nie... - mówil pod nosem.
- ale Louis przecież to nie koniec świata, możesz się jej oświadczyć kiedy indziej, dla niej każdy dzień nie musi być to akurat wigilia, uczyć zwykły dzień wyjątkowym.. - tłumaczył.
- chyba masz rację, dzięki - klepnął Liama po ramieniu i poszedł w naszą stronę.

Po zjedzeniu śniadania, chwile pogadaliśmy i poszliśmy na spacer po wspaniałej stolicy Irlandii. Wszystko bylo tak ciekawe, nawet Joshowi wydawało się to wszystko interesujące..

Przechodziliśmy koło mało zaludnionej kawiarni.
- Louis.. - krzyknełam łapiąc się za brzuch.
- o boże nikola, co ci jest ? - zapytał strasznie wystraszony.
- wejdźmy do środka muszę się napić wody - powiedziałam.
Louis poprowadził mnie za ręke.
- poproszę wodę - powiedział do pewnej starej baby z brodawką na brodzie.
- Żona źle sie poczuła ? - zapytała.
- ymm, tak najgorsze jest to że jest w ciąż..- niedokończył bo zemdlałam w jego ramionach.
Doprowadził mnie do kanapy która stała tuż przed wielkim plazmowym telewizorem.
Louis popłakał się ze strachu.
- Louis nie płacz, będzie dobrze .. - zapewniał Zayn.
- skąd masz wiedzieć czy będzie dobrze ? twoja dziewczyna kiedyś poroniła 3 razy, niewiesz jak to jest stracić dziecko, niewiesz!! więc się nie wtrącaj bo niewiesz czy będzie dobrze ! - wykrzyczał mu prosto w twarz.
- przepraszam.. - westchnął po chwili. wycierając o rękaw łzy.
- ona się budzi, szybko Louis daj szklanke wody . - powiedziała Kasia.
- co się stało ? - zapytałam.
- zemdlałaś , wszystko dobrze ? jak sie czujesz ? może pojedizemy do szpitala ? trzeba ci zrobić badania, bo być sama z siebie nie zemdlała.. - martwił sie Louis.
- Louis proszę nie przesadzaj, może dlatego żę mało zjadłam dzisiaj, nie miałam apetytu. - próbowałam go uspokoić, ale to nic nie dało.
- ale Nikola ja się o ciebie martwie, nie zniose tego że kolejny raz stracimy dziecko, który to byłby raz ? 4 ? - Pańska żona poroniła 3 razy  - zapytała wpatrzona w całą sytuację kelnerka.
- tak a co ? - zapytał Louis.
- no bo to musi być z nia coś nie tak, musicie się jak najszybciej udać do specjalisty.
- to chyba dobry  pomysł. - westchnełam.

czwartek, 24 stycznia 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #39


*

Spojrzał na mnie swoimi pięknymi ślepiami, obawiałam się najgorszego, nie mogłam powstrzymać się od łez , nie wytrzymalam i uciekłam do toalety.
Louis pobiegł za mną. 
- Nikola ... co się stało ? - zapytał.
- ja naprawdę nie chciałam.. - mówiłam.
- ale czy to oznacza że..
- tak, Louis. strasznie się bałam że przez to ode mnie odejdziesz , niewiem nawet jak to się stało. nienawidzę siebie , mogłam się poddać tej aborcji. - powiedziałam.
- nikola, dobrze się czujesz ? jestem strasznie szczęśliwy,  zawsze o tym marzyłem, nigdy bym od ciebie w takiej sytuacji nie odszedł, nie ja... - powiedział.
- naprawde ? - zapytałam.
- naprawde.. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- czyli wszystko ok ? tylko że to jest odpowiedzialność.. - powiedziałam.
- poradzimy sobie.
- kocham cię - powiedziałam i wtuliłam się w niego.
- ja też i niewiesz nawet jak bardzo.  - odpowiedział Lou.
- chodź pójdziemy zawiesić te małe buciki na choince - dodał.
Poszliśmy powiesiliśmy a Kasia podbiegła do mnie.
- nikola, kobieto dlaczego nic nie mówiłaś ?- zapytała.
- a co miałam powiedzieć ? że będe gruba ? - zaśmiałam się.
- a oco chodziło z tymi 25 dniami ? - dodał Niall.
- no że jestem w 25 dniu ciąży.
- i nic nie mówiłaś ? - zapytał Liam.
- nie, ale teraz wiem ze to był błąd. - powiedziałam.
Rozmawialiśmy o tej mojej ciąży dobre 2 godziny, jakby to było niewiadomo co, cieszyłam się że mam wokół siebie tylu wspaniałych ludzi.
Ale zawsze miałam przed sobą czarny scenariusz..
a co jeśli znowu ? jeśli znowu poronię ? nie zniosę tego kolejny raz.
Wróciliśmy do wynajętych pokoji.
Położyłam się, zaraz po tym dołączył Louis.
- boję się , Louis.. - powiedziałam.
- czego ? - zapytał dotykając mojego kosmyka włosów.
- no ze wiesz.. znowu będe musiała przechodzić przez to piekło, nie chce, Louis, pomóż mi.. - mówiłam.
- zawsze możesz na mnie liczyć,  pomogę ci, jesteśmy w tym razem. - powiedział.

Mimo że Louis zapewniał, nadal mnie to wszystko przerażało.

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #38


*

Nazajutrz, obudziłam się dość wcześnie.
Spojrzałam na kalendarz 
- co to dzisiaj ? - powiedziałam, zapisałam w moim małym notesiku - 25 dni i poszłam wszystkich obudzić.
- wstawajcie - krzyczałam !
- co się stało ? - wyszedł zaniepokojony Liam.
- dzisiaj wigilia, a my nie mamy nic przygotowane..
- to okropne i co teraz.. ?! - zapytała Kasia.
- mam pomysł. - powiedział Louis.
Louis zszedł na dół i coś tam szukał w swoim laptopie którego zostawił w kuchni.

* z perspektywy Louisa *
Wpadłem na wspaniały pomysł, zszedłem szybko na dół aby sprawdzić na laptopie, na schodach znalazłem mały notesik o różowym kolorze, był to notes Nikoli.
Zajrzałem do niego i zobaczyłem wielki napis na 25 kartce - 25 dni.
Bardzo mnie ciekawiło o co w tym wszystkim chodzi, a może ona mnie zdradza ? pomyślałem.

* z mojej perspektywy *
Wszyscy byli ubrani odświętnie, stół był nadal nienakryty a choinka nadal nie ubrana.. Louis kazał nam się przygotować i nic nie robić do jedzenia..
- co takiego przygotowałeś ? - zapytałam.
- wszyscy lecimy do Irlandii. - powiedział.
- a Niall ? a Zayn, Harry? - zapytałam.
- oni lecą z nami - powiedział i w tym momencie weszli uradowani.
- no to na co czekamy ?! - powiedział Liam
Lot trwał niedługo jakieś 2 , 3 godziny.
Po przylocie, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom, weszliśmy do pewnego budynku, a tam pięknie i świątecznie, nakryto do stołu, prezenty pod choinką.. 
- ty to wszystko sam zoorganizowałeś ? - zapytalam całując go w policzek.
- tak, kiedy wy próbowaliście złożyć związek kasi i liama, ja zaś rezerwowałem to cudo. i sam nawet prezenty wybierałem.
- Mam dla ciebie Louis mały prezencik. - powiedziałam.

- dochodzi godzina 18, usiedliśmy do stoły i zaczeliśmy jeśc i rozmawiać.
po zjedzeniu Louis zapytał.
- wiesz znalazłem twój notesik na schodach, musiał ci wypaść, pozwoliłem sobie do niego zajrzeć a tam pisało  "25 dni".. o co w tym wszystkim chodzi  ?
- ymm, no bo .. dowiesz się jak otworzysz mój prezent. - powiedziałam.
- takim razie na co czekamy ? otwieramy prezenty - powiedział liam.
Liam otworzył swój otrzymał piękny zegarek, Kasia dostała wielkiego misia, aby mogła się do niego przytulić gdy ci będą w trasie, ja dostałam naszyjnik z napisem "Louis". no.. i nadszedł czas na mój prezent, strasznie bałam się tej chwili a co jeśli Louis się z tym nie pogodzi i ode mnie odejdzie ?.. bałam się okropnie.
Otwierał go powoli i powoli, spojrzał na mnie.. 

wtorek, 22 stycznia 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #37


*

- jak to nie mój syn ? - zapytał Liam.
- tak to.. a teraz żegnam - powiedziała i wyrzuciła Liama za drzwi.

nie mój, syn nie mój, co się tutaj właściwie dzieje ?- otaczały Liama tego typu myśli.
Wrócił z jeszcze gorszym humorem  do domu.
- Liam gdzieś ty był ? - zapytałam.
- byłem u Kasi, powiedziała że niewie czy Josh to mój syn. - tłumaczył.
- że jak ?  weź, Liam, ona by cie w życiu nie zdradziła. - powiedziałam.
- to dlaczego tak powiedziała ? 
- niewiem.

Następnego dnia, święta coraz bliżej bo już jutro, co teraz?  święta bez Kasi ? to nie były takie same święta.
My zamiast kupywać, jeszcze potrzebne smakołyki, prezenty, to próbowaliśmy złożyć, związek Kasi i Liama.

Ja próbowałam - nic.
Liam próbował - nic.
więc Louis postanowił wziąśc sprawę w swoje ręce.

puk puk.. rozszedł się huk do drzwi hotelowych gdzie znajdował się Josh wraz z Kasią.
- cześć Louis.. - powiedziała gdy zobaczyła go.
- cześc, mogę ? - zapytał.
- tak wejdź. - wpóścila go z największą przyjemnością.
- co cię sprowadza ? - pytała robiąc mu herbaty.
- chciałem porozmawiać o tobie. i o Liamie. chłopak się przez ciebie załamał.
- ale my niemamy o czym rozmawiać.. - mrukneła.
- jak to nie ? chcesz zaprzepaścić to wszystko ? wszystko co razem przeżyliście ? Kaśka pomyśl !
- ogromna tęsknota, wspaniałe wspomnienia.. nie mam już na to siły, myślisz że ja nie żałuję ? przepłakuję całe noce.. - powiedziała
- to dlaczego do niego nie wrócisz ? - zapytał.
- bo jakoś nie mogę.. nie mam odwagi, powiedzieć mu że się myliłam, że jest wspaniałym mężczyzną, ze świecą takiego szukać.. - tłumaczyła.
- każdy popełnia błędy nawet Liam.. kocha cię, dlatego pozwolił ci odejść, chce dla ciebie jak najlepiej.. - powiedział Louis.
- Nikola mi już o tym mówiła.. ale powtórzę jeszcze raz, gdyby mnie kochał to by mnie kochał tak, żebym nigdy nie chciała od niego odejść. - powiedziała Kasia.
- popełnił błąd, ty też popełnilaś błąd.. nie róbcie więcej scen, tylko bądźcie wciąż piękną i kochającą się rodziną.. Macie wspaniałego syna który jest dowodem waszej miłości.. - tłumaczył Louis
- wiesz chyba masz rację, dzięki.. uświadomiłam sobie ze jestem okropnym człowiekiem.
- co ty kaśka, nie jesteś okropnym człowiekiem. - powieedział.
- dzięki, potrzebuje teraz w tym czasie ciepłych słów.. idę się spakować.
- ok. dziękuję.. - powiedział.
- to ja dziękuję.

*

Kasia weszła wraz z Joshem i Louisem do domu, odrazu się rzuciła na ramiona Liama.
- kocham cię.. - powiedział..
- ja ciebie też i nie masz pojęcia jak bardzo.. przepraszam.
- ufasz mi ? - zapytał patrząc w jej twarz, pełną zwątpienia i niepewności.. a ona zamkneła oczy i podawając swoją dłoń powiedziała "prowadź "..



sobota, 19 stycznia 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #36

i znowu zacznie się pisanie 5 rozdziałów dziennie. hahahah . <;

*

- to wszystko przez ciebie. !! - krzyknął Liam.
- przeze mnie ? a co ja takiego zrobiłem ? - zapytał Louis.
- to był twój pomysł .! - powiedział Liam.
- ale mówiłem ci że nie obiecuję że wypali !!
- tak.. przepraszam, nie mogę, się pogodzić z tym żę Lasi już niema..  - powiedział Liam.
- lasi ? dobrze ci ? - powiedział Lou.
- to połączenie Liama i Kasi.. 
W tym momencie weszłam ja do domu.
- i co ? - zapytał Lou
- a co ma być ? Liam.. nie przejmuj się nią, ona nie docenia tego żę się starałeś.. a my Louis musimy poważnie pogadać.. - powiedziałam.
- ale ty  tego nie rozumiesz.. - powiedział Liam.
- jak to nie ? a niepamiętasz jak też miałam dość Louisa.. - powiedziałam.
- miałaś mnie dość ? - zapytał Louis.
- tak. - zaśmiałam się.
- dobra mam tego dość.. - powiedział Liam.
- gdzie idziesz ? - zapytałam.
- jak najdalej stąd-  powiedział i wyszedł.
- boję się trochę o niego a jak sobie coś zrobi ? - powiedział Louis.
- Liam to raczej mądry chłopak, nie jest taki głupi.. - powiedziałam.
- a własnie. o czym mieliśmy pogadać. - zapytał Lou.
- niewiem czy to odpowiednia pora aby o tym porozmawiać. - powiedziałam.
- a co ze świętami ? bez całej rodziny nie ma sensu. - powiedział Louis.
- wiem..

*
Liam szedł długą ulicą, rozmyślał co teraz będzie z jego życiem .. czy ma zapomnieć ? czy nadal walczyć, czy Kasia nadal go kocha ? postanowił porozmawiać z nią w 4 oczy.

zapukał w drzwi hotelowego pokoju.
- oo.. to znowu ty.
- Kasiu wysłuchaj mnie.. - powiedział.
- ehh, no dobra wejdź.
usiedli na kanapie i rozmawiali popijając swoją ulubiona herbatę przy której się poznali.
- to oczym chciałeś porozmawiać.. ? - zapytała Kasia.
- o nas.. - odpowiedział Liam.
- ale nie ma o czym rozmawiać, dobrze wiesz że to koniec.. - powiedziała Kasia.
- ale ja w to nie wierzę . - powiedział Liam.
- to lepiej uwierz. zabiłeś te miłość.. zabiłeś nas.. - powiedziała .
- zabiłem ? za to że chciałem spędzić z tobą trochę czasu , przy tym dobrze się bawiąc ? nie jestem typem faceta jak Louis który jest romantykiem staram się jak mogę, spędzać z tobą każdą moją wolną chwilę, a ty jak widać, nie umiesz tego docenić.. - tłumaczył Liam.
- wyjdź. - krzykneła Kasia.
- wyjdę, ale najpierw powiedz mi prosto w oczy że mnie nie kochasz, że nic już do mnie nie czujesz.. 
Kasia spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała :  Gdybym mogła przytulić cię tak mocno jak cię, kocham, być możę twoje żebra by tego nie wytrzymały, ale skoro twierdzisz że nie umiem docenić, twoich starań, owszem, czasem nie doceniam tego jak się starasz, ale niewiesz jak mi jest bardzo źle, bez ciebie, jak i z toba, to już nie jest to samo co kiedyś. a Wogóle niewiem czy Josh to twój syn.. 

Słowa są proste gdy językiem jest miłość . #35

Hahahahahaa liam cie nie follownął na twitterze ? hahahhahahhahahhahah  mnie też ni e. ; ((

*
- ojeju, ale wiesz że on kocha cię całym swoim sercem,  a ponieważ jest sławny to chce też mieć trochę zabawy - powiedziałam.
- nie wystarcza mu to że śpiewa na wielkiej scenie ? podpisuje płyty, pozuje do zdjęć, kręci wywiady i tak dalej ? - powiedziała Kasia.
- ale może on chciał teraz zabawić się tylko z tobą.. ? - zapytałam.
- on to się ze mną bawił 3 lata temu .. - powiedziała Kasia.
- nie chodzi mi oto.. 

* U louisa i liama.

- co teraz zrobisz ? jesteś załamany.. - powiedział Louis.
- niewiem, za dwa dni święta, a ja nie wyobrażam sobie tego bez mojej Kasi.. - powiedział Liam.
- nadal ją kochasz ? - zapytał Lou.
- nawet nie masz pojęcia jak.
- wiesz co mam pomysł.. 

Liam poszedł z Louisem do kuchni.
Wytłumaczył cały jego plan.
- Ale myślisz że się zgodzi ? - zapytał Liam.
- niewiem.. nie mogę ci tego obiecać.. - powiedział Lou.
- boję się jak cholera tego że ją stracę.. - powiedział Liam.
Wyszli, zaszli do pewnego sklepu i poszli do hotelu, adres tego hotelu podałam im ja.

Chłopcy weszli do pokoju.
- czego chcesz ? - kasia się wkurzyła.
- ja chciałem tylko cię o coś zapytać.. - powiedział Liam.
- to szybko bo nie mam ochoty na ciebie patrzeć.. 
Liam uklęknął otworzył pudełeczko w kształcie róży i powiedział. 
- Czy zrobisz mi przyjemność i zostaniesz moją żoną ? 
- mamusiu zgódź się ..  - mówił  Josh.
Kasia wzieła pierścionek do ręki..
- czemu niby mam się zgodzić ? - zapytała ze skwaszoną miną.. 
- no bo przecież.. nieraz się na siebie złościmy ale nigdy nie przestajemy się kochać..  - tłumaczył  Liam.
- ale ta miłość była beznadziejna, ja beznadziejnie się starałam , a ty beznadziejnie miałeś to gdzieś.. - powiedziała Kasia i wyrzuciła pierścionek przez okno.

Liam wyszeł, Louis pobiegł za nim.. potrzebował towarzystwa w tej trudnej chwile

- co ty kaśka odwalasz ? przecież go kochasz.. - powiedziałam.
- wiem, ale moim ideałem jest człowiek, przy którym będe szczęśliwa, aja przy nim nie byłam szczęśliwa.. - tłumaczyła Kasia.
- Kaśka ty siebie słyszysz ?  niby czemu nie byłaś szczęśliwa, za każdym razem kiedy nie było go przy tobie tęskniłaś... 
- no właśnie nie było go.. kiedy go najbardziej potrzebowałam, musiałam sama przeboleć tą ciąże.. nikt nie głaskał mnie po brzuszku,  i go nie całował, nikt nie płakał kiedy widział na USG jego rączki..  tak bardzo mi tego brakowało.. - powiedziała Kasia.
Mineły już 2 lata, a ty nadal masz mu to za złe, to był wasz wybryk, wiedzieliśmy dobrze że będzie trasa koncertowa to jeszcze.. wiesz.. Kaśka wiesz czepiasz się o byle co, on się bardzo starał a ty nie umiesz tego docenić, cześć... - powiedział i wyszłam, zatrzaskując za sobą drzwi. 

piątek, 18 stycznia 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #34

lajkujemy prosze, prosze prosze...  ♥
https://www.facebook.com/pages/One-Direction-Imaginy-opowiadania-i-dedykacje-dla-najlepszych/158412610971104?ref=hl
dawno mnie tu nie było wiem.

*

- święta bez Kasi ? nie ma mowy.. - powiedział Liam i wyszedł za nią..
- o co się oni tak dokładnie pokłócili ? - zapytałam
- o to że my się tylko ciągle bawimy a Liam chciał iść do parku rozrywki , 3 raz w tym tygodniu  - tłumaczył Louis.
- niewiem oco ona się wogóle obraża.. - powiedziałam.
- może dlatego że chce z nim spędzić trochę czasu a ten myśli tylko o zabawie.. - powiedział Louis.
- ohh, Lou jakiś ty mądry . - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- taki mój urok. - powiedział.

*

- Kasiu , kasiu .. - woła z daleka Liam.
- czego chcesz  ? - zapytała jakrze wkurzona Kasia.
- kasiu ty płaczesz.. dlaczego co ja takiego zrobiłem ? nie płacz przeze mnie.. - powiedział Liam.
- ty nadal nic nie rozumiesz ? oddalamy się od siebie, spieprzymy niedlugo tą miłość która trwa dość długo.  Nie chce cię stracić, ale nie dajesz mi wyboru odchodzę, chciałabym spędzić z tobą trochę czasu a ty tylko myślisz o zabawie. - wyjaśniła.
- ale..
- żadnego ale, czuję na szyji twój ciepły oddech , czuję jak szepczesz do ucha wyznania o takiej sile , że moje serce nie wie z jaką prędkością ma bić, ale to nie to, tego już niema, spieprzyłeś całą sprawę, żegnaj.. - odeszła w milczeniu.
Liam wrócił do domu..
- boże co ja zrobiłem.. co ja zrobiłem .. - mówił sobie pod nosem..
Do pokoju wkroczył Louis.
- a gdzie Kasia ? - spytał.
- niewiem.. nic niewiem, straciłem ją.. - powiedział Liam i poszedł do łazienki.
- co się stało ? nigdy nie widziałam go w takim stanie.. - powiedziałam.
- kasia, ona od niego odeszła.
- że jak ? - powiedziałam.
- no tak..
- muszę do niej iść. - ubrałam się i poszłam.

wiedziałam gdzie znaleśc Kasię, była w swoim ulubionym hotelu.
- Kasia czemu od niego odeszłaś ? - zapytałam.
- bo mnie zranił, spieprzył to... - tłumaczyła.
- ale kocha, cię, dlatego pozwolił ci odejść. liczy się dla niego twoje zdanie, liczy się z nim, on cie naprawde kocha.. - powiedziałam.
- gdyby mnie kochał to by mnie kochał tak abym nigdy nie chciała od niego odejść..