Miałam dodać, rozdział o walentynkach w walentynki, no ale nie było koma.
*
Kasia, zrobiła to. żałowała , ale czasu cofnąć się już nie dało.
mineło dużo czasu.
każdy dzień, ciągnął, się, był, coraz dłuższy i dłuższy.
Kasia i Liam się pokłócili o małą drobnostkę.
więc Liam aby Kasi to wynagrodzić, wziął ją na ręce i chciał zanieśc do sypialni.
nagle Josh do nich podchodzi, i mówi.
- mamusiu, mogę zadzwonić do wujka Nialla ?
- czemu ? - zaśmial się Liam.
- bo wujek Niall, powiedział, że jak weźmiesz mamę na ręce w taki sposób, to mam do niego zadzwonić, aby mnie stąd zabrali. - powiedział.
śmiałam się z tego jak dziecko. naprawde.
i z Louisem mieliśmy z tego ubaw po pachy.
Dni się ciągneły, nic specjalnego się nie działo.
niedługo na świat miała przyjść nasza córeczka, chceliśmy jej dać imię Julia.
Nie miałam na nic sił, kompletny zamuł. Jeszcze Kasia trafiła do szpitala, musiałam zająć się Joshem. Ciężko było w ostatnich mięsiącach ciąży. Ale to co stało się pare tygodni przed nim było dziwne a zarazem okropne. Wraz z Kasią i Niallem, dostaliśmy wiadomośc, że nasi rodzice nie żyją. Zgineli w wypadku samochodowym. Mimo że nie widzieliśmy ich bardzo długo, ze tak okropnie nas potraktowali, byliśmy zrozpaczeni. Wkońcu to nasi rodzice. Nic się na to nie poradzi. Pogrzed odbył się 4 dni po tej wiadomości. Nie miałam żadnej sukienki, wszystko było za ciasne, przez ten ogromny brzuch. Wcisnełam się w jakieś stare leginsy czarne i białą tunike i żakiecik. Nic innego nie mogłam znaleść odpowiedniego. Poszliśmy na ten pogrzeb. Gdy zobaczyliśmy ich w trumnie, same łzy leciały, przypomniały się te wszystkie wspaniałe chwile z dzieciństwa, jazda na koniach z tatą, pierwsze poważne zakupy z mamą. Nie mogłyśmy się z tym pogodzić, że ich już niema z nami, chociaż i tak przez jakies 5,6 lat tez ich nie było, ale to nie to samo. Okazało się też ze mieliśmy małego brata. Który miał właśnie 5 lat. Musieliśmy się nim zaopiekowac, ale niee było znim wytrzymac, ciągle latał, pytał się gdzie mama i tata. To było niedozniesienia. Zastanawialiśmy się nad adopcją dla niego, ponieważ, nie dalibyśmy we dwie z Kasią z trójką dzieci. Tak Liam i Louis też nieraz by pomagali, ale oni często wyjeżdżają w trasy i wogóle..
Mineły dwa tygodnie po pogrzebie. Nasz mały braciszek Dominik, był nadal nieznośny. Dwa razy sobie wyszedł z domu bez pytania. Nawet niewiedziałysmy kiedy.. Najgorsze było to że wpadł pod samochód. Jeszcze kolejna katastrofa nam potrzebna. No ale nie przeżył, też zmarł. Wpadłam w panikę, w ostatnim miesiącu zgineły 3 osoby z naszej rodziny. Czułam się winna tego. Że to ja go nieupilnowałam i wyszedł i wpadł pod ten cholerny samochód. Okropieństwo. Ciągle miałam go przed oczami, jak biegał, jak się cieszył... Ból tego co się stało był niedozniesienia. Jeszcze za dwa tygodnie mam poród.
- Nikola, niezamartwiaj się stalo to co się stało.. - powiedizał Louis i mnie mocno przytulił.
- ale ja mam odczucie że to moja wina, że on to zrobił specjalnie, bo nie mogłam sobie z nim poradzić, że on zrozumiał że tak dla niego będzie najlepiej.. - odpowiedziałam..
Nie miałam na nic sił, kompletny zamuł. Jeszcze Kasia trafiła do szpitala, musiałam zająć się Joshem. Ciężko było w ostatnich mięsiącach ciąży. Ale to co stało się pare tygodni przed nim było dziwne a zarazem okropne. Wraz z Kasią i Niallem, dostaliśmy wiadomośc, że nasi rodzice nie żyją. Zgineli w wypadku samochodowym. Mimo że nie widzieliśmy ich bardzo długo, ze tak okropnie nas potraktowali, byliśmy zrozpaczeni. Wkońcu to nasi rodzice. Nic się na to nie poradzi. Pogrzed odbył się 4 dni po tej wiadomości. Nie miałam żadnej sukienki, wszystko było za ciasne, przez ten ogromny brzuch. Wcisnełam się w jakieś stare leginsy czarne i białą tunike i żakiecik. Nic innego nie mogłam znaleść odpowiedniego. Poszliśmy na ten pogrzeb. Gdy zobaczyliśmy ich w trumnie, same łzy leciały, przypomniały się te wszystkie wspaniałe chwile z dzieciństwa, jazda na koniach z tatą, pierwsze poważne zakupy z mamą. Nie mogłyśmy się z tym pogodzić, że ich już niema z nami, chociaż i tak przez jakies 5,6 lat tez ich nie było, ale to nie to samo. Okazało się też ze mieliśmy małego brata. Który miał właśnie 5 lat. Musieliśmy się nim zaopiekowac, ale niee było znim wytrzymac, ciągle latał, pytał się gdzie mama i tata. To było niedozniesienia. Zastanawialiśmy się nad adopcją dla niego, ponieważ, nie dalibyśmy we dwie z Kasią z trójką dzieci. Tak Liam i Louis też nieraz by pomagali, ale oni często wyjeżdżają w trasy i wogóle..
Mineły dwa tygodnie po pogrzebie. Nasz mały braciszek Dominik, był nadal nieznośny. Dwa razy sobie wyszedł z domu bez pytania. Nawet niewiedziałysmy kiedy.. Najgorsze było to że wpadł pod samochód. Jeszcze kolejna katastrofa nam potrzebna. No ale nie przeżył, też zmarł. Wpadłam w panikę, w ostatnim miesiącu zgineły 3 osoby z naszej rodziny. Czułam się winna tego. Że to ja go nieupilnowałam i wyszedł i wpadł pod ten cholerny samochód. Okropieństwo. Ciągle miałam go przed oczami, jak biegał, jak się cieszył... Ból tego co się stało był niedozniesienia. Jeszcze za dwa tygodnie mam poród.
- Nikola, niezamartwiaj się stalo to co się stało.. - powiedizał Louis i mnie mocno przytulił.
- ale ja mam odczucie że to moja wina, że on to zrobił specjalnie, bo nie mogłam sobie z nim poradzić, że on zrozumiał że tak dla niego będzie najlepiej.. - odpowiedziałam..
Smutnee.;(
OdpowiedzUsuńpostarałaś się.;]
A teraz nast. rozdziałek pliss.♥