piątek, 5 kwietnia 2013

Słowa są proste gdy językiem jest miłość #51


*

czas nie leczy ran.. czas pomaga nam przerodzić smutek w tęsknote. I tak własnie było. Tęskniłam za tym małym szkrabem strasznie, jakby był moim własnym synem..  niewyobrażam sobie że Julia by nie żyła. mimo że jeszcze się nienarodziła, ale kocham ją kocham kocham !  Kasia miała ostatnie  badania i mogła wracać do domu więc jest dobrze.  Siedziałam piłam kawę i czytałam gazetę. 
Patrze a tu taki artykuł " 20 letnia przyszła matka zabija swojego 5 letniego brata "
Byłam w szoku, teraz ludzie pewnie myślą że to ja go zabiłam. Byłam okropnie wściekła.  Poprosiłam Louisa aby zawiózł mnie do tego redaktora tej gazety, i tak na niego nawrzeszczałam że w następnym numerze napisał że to wszystko się wyjaśniło, i że  mnie przepraszają... Co za ludzie. co za świat jest okrutny, niewiem dlaczego bóg zabiera osoby które jeszcze nie miały, szansy aby naprawde żyć, po swojemu..
i to mnie właśnie bolało... nie dałam  mu żyć.. Dni mijały, zostały tylko 4 dni. 4 dni i zobaczę swoją kochaną ślicznotkę.  Julia (dżulia) tak damy jej na imię.  Ale nie tak wyobrażałam sobie ostatnie dni bez tego maleństwa. Wszystko zaczeło się sypać. Normalnie masakra. Zlew się zapchał, odepchać go ciężko było. Lodówka się zepsuła, jak schodziłam ze schodów obręcz się odłamała, i się prawie wyebałam.  Ale naszczęście nic mi się nie stało. Prysznic się zepsół.  Normalnie trzeba było remontować cały dom, aja nie miałam sił aby wdychać ten cement i słuchać tej wiartarki, a zwłaszcza przy dziecku. Zostało tylko jedno wyjście. Trzeba było kupić nowy dom. Co było nie lada wyzwaniem bo mieszkaliśmy  w Londynie to  prawda. ale cięzko było znaleść tu coś odpowiedniego dla 6 osób. znaczy się dom.  No ale trzeba było coś szukać, nie mogliśmy w takich warunkach życ, zwłaszcza gdy będziemy mieli 2 dzieci w domu. Wraz z rodziną, poszliśmy szukać jakiegoś domu dla nas.  Poszukiwania były trudne, miałam się stawić 2 godziny temu w szpitalu, nie zrobiłam tego bo nie miałam czasu , mimo ze Louis nalegał aby mnie odwieść, nie mogę się przemęczać, ale nic z tego zostałam. Teraz tego żałuję,  ponieważ, poczulam ostry ból, dziecko wzywało na świat.  a my musieliśmy szybko jechać, zanim będzie za późno.

- szybciej szybciej ! - krzyczałam.
Julia miała przyjść na świat 4dni przed terminem.
Na moje szczęście, w samochodzie zabrakło benzyny. Nie mogłam wytrzymać ból był tak silny.. Szukaliśmy jakiegoś samochodu aby szybko dojechać do szpitala, do którego brakowało nam 2 km. Nic z tego ! jechał samochód z lodami, poprosiliśmy tego miłego pana z wąsem aby mnie zawiózł bo ja rodze.
Zgodził się, ale ten samochód byl tak zacofany jechał 5km/h. Nie mogłam wytrzymać, czułam jak ona już się dostaje na ten świat. Nie było innego wyboru, musiałam urodzić w samochodzie.  to było dziwne, masakra.. No ale musiałam co miałam niby zrobić ? Zemdlałam z wrażenia, dopiero pół godziny po porodzie się obudziłam,  wszyscy myśleli że  w śpiączke wpadłam.  Ale było w błędzie, poprostu zemdlałam jak się obudziłam, ona była taka słodziutka, to było wspaniałe uczucie trzymać swoje własne dziecko z którym chodziłaś w  brzuchu przez 9 miesięcy.  Pierwsze chwile z nią było wspaniałe, czułam że żyje.. to było najpiękniejsze uczucie na świecie, nigdy nie czułam się lepiej, a najlepsze jest to że urodziła się w rocznice moją i Louisa w której się poznaliśmy.. 

1 komentarz: